wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 2

-Świetnie-powiedziałam ironicznie. Chwyciłam się za obręcz i ruszyłam w stronę wyjścia. Nagle usłyszałam za sobą kroki.
-Kaja?-po odwróceniu się zobaczyłam Pawła.
-Paweł ?-zapytałam zaskoczona. -Czy coś się stało? -zapytał.
-Nie nic się nie stało.
-Widzę przecież. Pomóc ci ?.
-No .... dobrze .... dziękuję. -Powiedziałam i spuściłam głowę. Przeżuciłam rękę przez jego ramię i po wyjściu usiadłam na schodach. Wyjełam telefon z tornistra i zadzwoniłam po taksówkę. Paweł cały czas był ze mną.  Bałam się spojrzeć w jego stronę. Nie odzywaliśmy się do siebie. Taxówka przyjechała kilka minut później. Spojrzałam ostatni raz w jego kierunku zanim weszłam do wnętrza pojazdu.
--------------------------------
KILKA MINUT PÓŹNIEJ
Weszłam do domu opierając się o parasol ,który miałam przy sobie. Tam pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kartka na stole.
Wyjechałam na delegacje. Wrócę za kilka dni. Pilnuj siostry. Obiad masz w lodówce .
                                                - Mama
-Emily!-krzyknęłam by sprawdzić czy moja siostra jest już w domu.
-Jestem! .-Słysząc głos siostry stanęłam przy drzwiach chowając parasolkę by nie zauważyła ,że kuleje.
-Jak było w szkole?-spytałam.
-Nieźle-odpowiedziała.
- Były jakieś stopnie?
-Dostałam 5 z chemii-uśmiechnęła się do mnie.
-Świetnie chciałabyś w zamian lody? Kupiłam je po powrocie ze szkoły.
-Tak , dzięki
-Zaraz wrócę-powiedziałam i wyszłam z pokoju. Trochę mi to zajęło ,ale w końcu przyniosłam Emily te lody. Położyłam je jej na biurku.
-Co ci się stało?-spytała.Cholera zapomniałam zasłonić nogę.
-To nic takiego spadłam ze schodów ,ale nic mi się nie stało-odpowiedziałam mając nadzieję ,że Emily już odpuści.
-Taa nic takiego , widzę przecież ,że cierpisz.
-Przecież nic mi nie będzie ...-nagle Emily chwyciła za telefon.-Co ty robisz?-spytałam.
-Dzwonię na pogotowie i nie mów rzadnego :ale:.
-Eh no dobrze-powiedziałam siadając na kanapie ,bo zauważyłam ,że moja noga spuchła jeszcze bardziej.

-----------------------------------------------
KILKA MINUT PÓŹNIEJ

Siedziałam na łóżku szpitalnym. Nagle do mojej sali wszedł lekarz.
-I co?-spytałam.
-Jest złamana ,na całe szczęście kość się nie przemieściła i możemy włożyć ją tylko w gips.
-Dziękuje-powiedziałam rozchmurzona.

~~~~~~~~~~

Siedziałam w domu . Po chwili usłyszałam dźwięk dzwonka. Spojrzałam przez wizjer ,a tam Julia. Otworzyłam drzwi.
-Kaja co ci się stało?-zapytała oszołomiona. Zaczęłam się zastanawiać. Przecież ona nic nie wie. Może lepiej jej teraz nie mówić?
-Nic takiego ,a co u ciebie?
-Eh nic się nie dzieję i o to właśnie chodzi... za ile ściągną ci gips?
-Za trzy tygodniee ,a co?
-Świetnie! To mam dla ciebie niespodzianke.
-Coś ty znowu wymyśliła?-spytałam .
- Zobaczysz-powiedziała i mnie przytuliła , a następnie pobiegła w stronę domu.Zaczełam się zastanawiać. O co jej może chpdzić. Nagle usłyszałam telefon.
-Tak?-spytałam odbierając słuchawkę.
- Czy pani Karolina?-usłyszałam głos funkcjonariusza. 
-Czy coś się stało?
-Proszę przyjechać na komisariat.
-Dobrze...


Przyjechałam z Emily na komisariat. Po chwili nas przyjęto. 
-Proszę powiedzcie o co w końcu chodzi.-powiedziałam.
- Wasza matka nie żyje bardzo mi przykro. 
-co?-spytałam a moje oczy zaczęły przepełniać się łzami. Zostałyśmy z Emily kompletnie same. Musiałyśmy pojechać do domu dziecka. Nawet nie wiedziałam jak to się stało. ..
------------ ---------
Oto kolejny rozdział . Mam nadzieję że miło się czytało następne będą dłuższe.  A zaniedługo przedstawie postacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz