Lekarze nie powiedzieli mi wszystkiego. Okazało się ... , że mam guza mózgu. Było mi cholernie źle. Zasłoniłam twarz dłońmi myśląc nad tym ile mi zostało.
Nie miałam ochoty użalać się nad sobą wśród ludzi w zatłoczonym autobusie więc postanowiłam , że pójdę pieszo do domu szłam powoli mając spuszczoną głowę. Po chwili poczułam uderzenie w ramię.
-Uważaj jak chodzisz!-krzyknął chłopak z kapturem na głowie.
-Przepraszam-powiedziałam spoglądając w jego stronę. Nagle jego twarz złagodniała.
-Nie to ja przepraszam -odpowiedział .
-Jestem Kaja-przedstawiłam się podając mu rękę.
-Ja Eryk- uścisnął moją dłoń i zdjął kaptur z głowy.
-Miło mi -uśmiechnęłam się do niego .
-Jeśli mogę spytać to czemu taka ślicznotka jak ty chodzi sama ?-schowałam kosmyk moich włosów za ucho.
-poprostu musiałam coś przemyśleć to wszystko
-to może skoro już ciebie spotkałem to mógłbym cię odprowadzić?-spytał uśmiechając się do mnie.
-Okej-odpowiedziałam. Szliśmy razem tak do czasu kiedy znalazłam się przed moim domem. Wcześniej podałam mu mój numer. Pożegnałam się z nim i wyjęłam z torby klucze i otworzyłam drzwi. Po wejściu zobaczyłam , że wszyscy śpią. Cicho ściągnęłam buty oraz bluze i weszłam na górę. Tam otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Weszłam do łazienki i zdjęłam ubranie. Weszłam do wanny i puściłam ciepłą wodę.
-----------------
Po ubraniu się położyłam się na mojej miękkiej pościeli. Większość nocy nie mogłam zasnąć , bo myślałam o Eryku. Nawet się nie zorientowałam kiedy zasnęłam.
Promienie słoneczne raziły mnie w oczy. Zakryłam twarz rękami . Po chwili usłyszałam głos mojej mamy.
-Kaja śniadanie!
-Już idę-powiedziałam zaspanym głosem. Rzuciłam kołdrę na krawędź łóżka i wstałam . Zeszłam po schodach . Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść moje tosty.
-I jakie są wyniki badań?-spytała mnie Eliza.
-Jeszcze nie ma wyników ale dzisiaj je dostanę-skłamałam. Sama najpierw musiałam się dowiedzieć czy jest szansa bym to przeżyła. Po zjedzeniu odeszłam od stołu by móc się ubrać. Wzięłam moją czarną bluzę z napisem "Don't worry be happy" , czarne getry i tenisówki. Później wzięłam plecak i wyszłam z domu. Wyjęłam z kieszeni telefon komórkowy i zadzwoniłam do Pawła.
-Hey-przywitałam się.
-cześć Kaja o co chodzi?
-Czy mógłbyś ze mną pojechać do szpitala?
-czy coś się stało?
-nie to nic takiego poprostu muszę o coś spytać lekarza.
-Dobrze zaraz będę.
Byłam we wnętrzu autobusu. Paweł stał obok mnie. Zauważyłam , że próbuje wyczytać coś z mojej twarzy jednak ja miałam ją kamienną.
-Nie martw się nic mi nie jest.-odpowiedziałam. Po chwili byliśmy pprzed szpitalem. Weszłam. Zapukałam do gabinetu lekarza.
- Proszę-usłyszałam jego głos. Usiadłam na krześle. Spojrzałam na twarz lekarza. Paweł stał przed salą.
- Czy jest szansa , że przeźyje? -spytałam prosto z mostu.
-Tak na całe szczęście pqni guz jest małych rozmiarów więc można operować.-odetchnęłam z ulgą.
- Kiedy?
-jak najszybciej. Czy mogłaby pani przyjść za dwa dni na operacje?
-oczywiście przecież od tego zależy moje życie!
-Ile ma pani lat?
-17
-to proszę to dać do podpisania rodzicom dobrze?
-dobrze nie ma sprawy-powiedziałam i wyszłam z gabinetu.
-spojrzałam na zegarek. Było przed południem. Obok zobaczyłam las więc uznałam że to świetna okazja by wybrać się na spacer. Weszłam do głębiny lasu. Tam zobaczyłam piękne drzewo.
--------------------
Wiem że strasznie długo nie pisałam jednak jestem na wakacjach i nie mam zbytnio czasu. Za to bardzo przepraszam kolejny rozdział będzie po wakacjach.
papa